Z góry muszę zaznaczyć, że nie jestem specjalistką ani od sztucznej, ani od prawdziwej opalenizny. Na słońcu opalam się raczej przy okazji, ponieważ nie potrafię leżeć i się prażyć. Jeszcze jeśli w pobliżu jest woda, to jestem w stanie przez to przebrnąć. Nawet się tym cieszyć. Jednak przypominając sobie opalanie na łące, na samą myśl słabo mi się robi... Fanką solarium też nie jestem, korzystałam z jego dobrodziejstwa właściwie tylko dla jednego wyższego celu. Zostają nam samoopalacze i tu też nie mam doświadczenia, nie mogę porównać z innymi, gdyż nigdy mi się nie podobał po nich efekt, który widziałam u kobiet. O zaciekach nie wspomnę. Tak więc na dobrą sprawę jest to mój pierwszy samoopalacz.
Kupiłam go po tym, jak jakaś pani w telewizji zachęcała do używania samoopalaczy właśnie w postaci pianki. Pianka, którą nakładamy w dax'ie nie jest gęsta, nie można jej porównać np. z pianką do golenia. Jest raczej rzadka, ale w moim przekonaniu pomaga to równomiernie rozprowadzić produkt. Producent kusi informacją, że produkt nie powoduje smug. No więc ja potrafię sprawić, żeby spowodował...
